sobota, 31 maja 2014

Rozdział 14

           - Mamo? Co ty tutaj robisz? – zapytała zaskoczona Weronika widząc postać swej rodzicielki w progu drzwi willi kuzyna.
 - Przyjechałam cię odwiedzić. To źle?
 - Nie, cudownie – zaprzeczyła młodsza z Lewandowskich. – Wchodź – po chwili zreflektowała się i zaprosiła panią Marię do środka.  – Dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej i nie dałaś znać, że przyjedziesz?
 - Chciałam zrobić ci niespodziankę – odparła kobieta. Jednak córka nie uwierzyła jej słowom. Czuła, że coś się stało i na pewno z czasem wyciągnie z matki prawdziwy powód jej przyjazdu. – A gdzie podziewa się Iker? – zapytała przyjezdna zauważając nieobecność właściciela posiadłości.
 - Jest w Barcelonie. Siostrę Sary czeka dziś przeszczep, do którego dawcą ma zostać Sara, więc Iker chciał być przy niej.
 - Rozumiem.
          Obie udały się do kuchni, gdyż brunetce przypomniało się o pozostawionych na kuchni garnkach.
 - Skoro nie ma Ikera, dlaczego rozstawiłaś na stole dwa talerze? Spodziewasz się kogoś? – zapytała z zaciekawieniem Maria. Zmieszana dziewczyna spojrzała na rodzicielkę, lecz zaraz spuściła wzrok. Postanowiła jednak wyznać jej, czyjej wizyty oczekiwała.
 - Umówiłam się z moim chłopakiem. Mam kogoś – powiedziała po chwili, podnosząc wzrok na Lewandowską i oczekując jej reakcji.
 - To świetnie – odparła szatynka, posyłając córce delikatny uśmiech. – Kim on jest?
          Weronika opowiedziała matce o Sergio. O tym, kim jest, jak go poznała i jak rozwijała się ich znajomość. Wyjawiła jej także swoje uczucia względem chłopaka.
Cieszyła się z odwiedzin Marii. Nareszcie mogła z nią porozmawiać normalnie, w cztery oczy. Tęskniła za tym. Brakowało jej rodzicielki, tego, że może z nią spokojnie pomówić, opowiedzieć o swych smutkach oraz podzielić się radościami.
           - Bardzo cieszę się, że znalazłaś tutaj kogoś takiego – po skończonej opowieści stwierdziła starsza Lewandowska. – Chciałabym go poznać, ale nie teraz. Pójdę na długi spacer po mieście, a wy spędźcie ze sobą miłe popołudnie – dodała.
 - Ale nie musisz wychodzić…
 - Ale chcę – przerwała jej. – Pochodzę po mieście. Zobaczę, jak bardzo obecny Madryt różni się od tego sprzed lat.
 - No dobrze – zgodziła się brunetka. – Tylko nie zgub się – zaśmiała się.

---

           - Czy jest pani gotowa – lekarz ubrany w biały fartuch wraz z pielęgniarką wszedł do sali Sary i zapytał. Zdenerwowana Carbonero spojrzała na siedzącego obok niej ukochanego i mocniej ścisnęła jego rękę.
 - Tak, jestem gotowa – odpowiedziała niemal bezgłośnie. Miła pracownica szpitala słysząc jej odpowiedź podeszła do niej i pomogła usiąść na wózku. Po chwili znajdowała się już w oddzielnej sali, w której miano pobrać od niej szpik kostny. Nie obawiała się tej części zabiegu, która bezpośrednio dotyczyła jej. Przerażało ją natomiast to, co czekało Carlitę. Ogromnie chciała, by wszystko poszło po myśli jej, całej rodziny i lekarzy, i by mała wyzdrowiała.

---
  
          Weronika od razu po opuszczeniu domu przez jej matkę wzięła się za dokańczanie dania przygotowywanego na obiad dla niej i jej chłopaka. Długi okres niewidzenia się z rodzicielką sprawił, że zagadały się i omal nie wystarczyło jej czasu na skończenie posiłku przed przyjściem Sergio. Na szczęście zanim usłyszała dzwonek wszystko gotowe stało już na stole. Podeszła do drzwi, wcześniej przeglądając się w lustrze wiszącym w przedpokoju i sprawdzając, czy wygląda nienagannie, i gdy uznała, że wszystko jest w porządku, nacisnęła klamkę i otworzyła je. W progu ujrzała uśmiechniętą twarz swego ukochanego. Odwzajemniła gest i wpuściła go do środka. Ten bez wahania wszedł i od razu przyciągnął brunetkę do środka wpijając się w jej usta.
 - Nie widziałem cię raptem kilka godzin, a już ogromnie się za tobą stęskniłem – usłyszała jego głos, gdy oderwali się od swoich ust.
 - Ja również ogromnie za tobą tęskniłam – odparła, posyłając mu promienny uśmiech.
 - Proszę, to dla ciebie – Sergio wręczył jej małą, białą różyczkę, gdyż wiedział, że są to ulubione kwiaty jego dziewczyny. Lewandowska zdziwiła się, gdyż wcześniej nie zauważyła jej w ręku Canalesa.
 - Dziękuję – odpowiedziała jednak i ponownie delikatnie pocałowała. – Chodź do jadalni, bo zaraz wszystko wystygnie.
       Po chwili oboje siedzieli przy dużym stole i zajadali się spaghetti przyrządzonym przez dziewczynę.
 - Było pyszne – pochwalił ją z uśmiechem blondyn, biorąc do ust kieliszek z czerwonym winem i popijając je.
 - Daj spokój. Nie jestem dobrą kucharką. Właściwie to jest jedyne, co umiem przygotować – powiedziała, zbierając talerze i zanosząc je do kuchni.
 - Ale za to masz to opanowane do perfekcji – odparł, podchodząc do niej od tyłu, gdy wkładała naczynie do zmywarki. Objął ją delikatnie w pasie a następnie pocałował w bark. Weronika odwróciła się przodem do niego i wtuliła w jego silne ramiona. Sergio czule pocałował ją w czoło i objął mocniej, delikatnie głaszcząc po plecach.
 - Cieszę się, że jesteś – wyszeptała dziewczyna myśląc, że piłkarz nie usłyszy tego. Pomyliła się jednak. Chłopak słysząc jej słowa podniósł jej twarz za podbródek sprawiając, że spojrzała mu w oczy. Ujrzała w nich ogromne szczęście, ale przede wszystkim miłość, jaką ją darzył. Po chwili poczuła jego usta na swoich. Pocałunek nie trwał długo. Wyrażał jednak wszystkie ich uczucia żywione względem siebie. Kochali się, byli tego pewni w stu procentach.

---

Matury zakończone, teraz tylko nerwowe oczekiwanie na wyniki. Ale wakacje już mam, dlatego postaram się pisać w miarę regularnie. Czekam na opinie dotyczące tego wyżej ;) Pozdrawiam :)